Większość z nas marzy o komforcie, o komfortowym życiu, w którym nie musimy się o nic matrwić. Ale czy takie życie jest fajne?
Zapewne pod wieloma względami tak. Są kobiety, które z trudem wiążą koniec z końcem, żyją „od pierwszego do pierwszego”. One bardzo chętnie zamieniłyby swoje życie na bardziej komfortowe.
Ale teraz skupmy się na tych z nas, które od dłuższego czasu żyją w komforcie. Czy jesteśmy szczęśliwe? Na początku to jest dla nas fajne, wygodne, ciekawe, bo np możemy podróżować w miejsca, w których wcześniej nigdy nie byłyśmy.
Ale czy to jest coś co daje nam głęboką satysfakcję z takiego życia? A co jeśli ten komfort jest zapewniony przez mężczyznę, z którym jesteśmy z przyzwyczajenia a nie ma między nami głębokiej relacji? Jesteśmy z tym mężczyzną, bo to mój mąż od 10, 20, 30 lat i co ja zrobię bez niego? Co ludzie powiedzą, rodzina jeśli od niego odejdę tylko dlatego, że nie czuję wewnętrznej satysfakcji z mojego życia z nim? Mam dom, rodzinę, mężą, który nie pije i nie bije, więc czego ja chce?
Bardzo często jednak przekładamy ten komfort materialny ponad naszą wewnętrzą satysfakcję. Mówi się żeby wychodzić ze strefy komfortu a według mnie wychodzimy ze strefy naszego dyskomfortu żeby w końcu zacząć żyć swoim życiem, na swoich warunkach, wg swoich zasad, aby odzyskać sprawczość w swoim życiu.

